Lew i zwierzęta

W rozległej, zielonej dolinie, pełnej drzew, krzewów i strumieni żyło wiele zwierząt i byłoby im tam bardzo dobrze, gdyby nie lew, który atakował je znienacka, zabijał i pożerał. Zwierzęta wciąż drżały o życie, gdyż codziennie jedno z nich padało jego łupem, a żadne nie wiedziało, kiedy na nie przyjdzie pora. Mogło to się stać w każdej chwili.

W końcu zdecydowały, że dalej tak być nie może. Zebrały się na naradę i postanowiły, że codziennie rano będą ciągnąć losy i to, na które wypadnie samo pobiegnie do lwa. W ten sposób pozostałe do końca dnia będą miały spokój. Po czym kilka poszło do lwa i przedstawiło mu tę propozycję.

Gdy lew ich wysłuchał, rzekł:

- Niejeden chciał mnie oszukać. Doświadczenie mówi mi, bym wam nie wierzył. Sprawdzę was jednak. Jeśli codziennie jedno z was będzie do mnie przychodzić, dam wam spokój. Mam wielu wrogów, lecz najgorszym jest moja nafs*, która każe mi na was polować. Jeśli zdołacie ją uspokoić, ja też spokój zyskam.

Jedno ze zwierząt odparło:

- Nie zaznasz spokoju, jeśli się starasz. Lepiej zdaj się na Boga i Jemu zaufaj, ponieważ On troszczy się o swoje sługi. Trzeba pogodzić się z wolą Boga i przyjmować to, co On daje.

Lew przyznał rację, a zwierzę mówiło dalej:

- Starania to oszukańczy kęs. Od wszelkich starań lepsza jest ufność pokładana w Bogu. Nie ma lepszej drogi, niż poddanie się Jemu. Starania to ucieczka przed jednym nieszczęściem w drugie.

Lew nagle zmienił zdanie, rzekł:

- Dlaczego nie mamy korzystać z nóg? Czemu mamy chować pazury? Skoro Bóg stworzył pazury, chciał nam przez to powiedzieć, że mamy polować. Dobrze jest w Bogu pokładać ufność, lecz najpierw trzeba się trudzić.

A gdy zwierzęta wciąż się upierały, dodał:

- A co z trudem, jaki zadawali sobie prorocy? Tylko trudząc się, można osiągnąć cel.

Zwierzęta widząc, że nie przekonają lwa zaniechały sporu. Zawarły z nim umowę i dolina stała się dla nich bezpiecznym miejscem. Ale spokój, jaki zyskały nie był pełny, ponieważ codziennie jedno z nich musiało zginąć.

Gdy któregoś dnia los padł na zająca, ten nie chciał się z tym pogodzić.

- Jak długo jeszcze mamy znosić tyranię tego lwa? - pytał. - Musimy znaleźć sposób, by się od niego uwolnić.

Zwierzęta odparły:

- Obiecałyśmy mu, że dotrzymamy słowa. Nie możemy złamać obietnicy. Jeśli to zrobimy, okryjemy się hańbą. Szybko biegnij do niego, by się na nas nie rozgniewał!

- Dajcie mi trochę czasu, a znajdę sposób i uwolnię nas od niego - rzekł zając.

- Więksi i silniejsi od ciebie nic nie wskórali, więc przestań się przechwalać - odparły. - Myśląc o sobie, ściągniesz na nas nieszczęście.

Ale on nie dawał za wygraną:

- Przyjaciele! Mądre może być nawet najsłabsze stworzenie. Przecież lew nie potrafi tego, co potrafi pszczoła, słoń nie zna się na pracy jedwabnika, a człowiek stoi wyżej od aniołów. Kto tego nie widzi, jest ślepy.

- Powiedz zatem, jaki masz plan? Co takiego wymyśliłeś? - chciały wiedzieć.

- Swoich tajemnic nie można nikomu wyjawiać - odparł. - Tajemnica wyjawiona, przestaje być tajemnicą. Pozwólcie więc, że wam jej nie wyjawię, aby i nasz wróg się o niej nie dowiedział.

W końcu zwierzęta ustąpiły i zgodziły się, bo zrobił to, co sobie zamyślił.

W tym czasie lew czekał. Gdy jednak żadne zwierzę się nie pojawiało, zaczął się niecierpliwić i z każdą chwilą był coraz bardziej zły. Krzyknął:

- Wiedziałem, że umowy z tymi zwierzętami są nic niewarte! Już więcej im nie uwierzę!

Wściekły ryczał i pazurami drapał ziemię. Był zły na siebie:

- Dlaczego wyrzekłem się swojej natury? Muszę znowu stać się lwem, który nie zna litości, który budzi strach! Nie mogę być zależny od innych jak jakieś słabe zwierzę!

Zając ruszył w drogę do lwa, ale nie spieszył się. Zastanawiał się, co powiedzieć lwu? Jak go oszukać? Postanowił rozgniewać go, aby złość uniemożliwiła mu odróżnienie prawdy od kłamstwa. Gdy był blisko, nagle przyśpieszył, biegł co sił w nogach.

Zobaczywszy go, lew krzyknął:

- Jak śmiesz przychodzić tak późno?! Masz czelność mnie lekceważyć?!

- Wybacz mi, panie - odparł zając. - Jeśli pozwolisz, wyjaśnię powód mojego spóźnienia.

- Głupcze! - ryknął lew. - Nie ma dla ciebie usprawiedliwienia. Nie jestem osłem, aby ci wierzyć.

- Jestem nędznym stworzeniem, lecz wysłuchaj mnie, królu. Morze jest hojne, a jego hojność wcale go nie umniejsza. Jeśli uznasz, że to, co powiem nie ma wartości, zabijesz mnie.

Po czym mówił dalej:

- Zwierzęta wysłały ze mną jeszcze jednego zająca, dużo tłustszego ode mnie. Biegliśmy do ciebie, gdy nagle drogę zagrodził nam lew. Powiedziałem mu, że jesteśmy niewolnikami króla i do niego biegniemy. Odparł: "O jakim królu mówisz, głupcze? Jak śmiesz w mojej obecności wspominać kogoś innego?". Błagałem go, by mi pozwolił ciebie zobaczyć i zanieść ci o nim wieści. Zgodził się, lecz zatrzymał mego towarzysza. Królu mój. Ten lew czai się na drodze. Pozbądź się go, inaczej nie będziemy mogły do ciebie przychodzić.

- Gdzie on jest? Prowadź do niego! Już mu pokażę, kto jest królem.

Zając ruszył w drogę, lew pobiegł za nim. Zając biegł w stronę studni. Gdy był blisko, zatrzymał się.

- Nie mam odwagi iść dalej. Lew, o którym mówiłem mieszka w tej studni. Ona jest jego schronieniem. Kto mądry, wybiera życie w studni. Jej ciemność jest bowiem lepsza niż ciemność życia.

- Podejdź do niej i zobacz, czy tam jest - rozkazał lew.

- Pod warunkiem, że staniesz przy mnie. Wtedy nie będę się bał.

Lew stanął przy zającu i razem podeszli do studni. Gdy spojrzeli w dół, w wodzie zobaczyli lwa i zająca. Widząc swego wroga lew wskoczył do studni i się utopił. Zając nie posiadał się z radości, szczęśliwy wrócił do doliny i krzyknął:

- Przyjaciele! Przynoszę wam dobre wieści. Jesteśmy już bezpieczni. Zgładziłem naszego wroga!

Przekonawszy się, że to prawda, zwierzęta dziękowały zającowi. Krzyczały z radości:

- Kim jesteś? Aniołem, pari*, czy Azrailem? Kimkolwiek byś nie był, zawdzięczamy ci życie. Powiedz nam jednak, jak tak małe i słabe stworzenie zdołało pokonać groźnego lwa?

- Bóg tak chciał - odparł zając. - W przeciwnym razie, jak mógłbym tego dokonać? On dał mi siłę. Dzięki niej zabiłem lwa.

opracowanie: albert kwiatkowski

nafs - nafs to zwierzęca dusza, która ulega pragnieniom i zmusza nas, byśmy robili rzeczy złe; najniższa z trzech dusz człowieka. Nafs to taki nasz osobisty Szatan, który jest z nami od narodzin do śmierci. Najważniejszym obowiązkiem sufiego jest walka z nafs i okiełznanie go, tak aby nie przeszkadzał, lecz służył. Ta walka jest wielkim dżihadem. Prawdziwa "święta wojna" toczy się więc wewnątrz nas, a naszym największym wrogiem jesteśmy my sami.

pari - rodzaj ducha. W Aweście i literaturze średnioperskiej były to istoty złe i wrogie ludziom, utożsamiane często z dżinnami. W klasycznej poezji pari stała się synonimem pięknej kobiety. W literaturze ludowej pari to najczęściej istoty przyjazne ludziom.

Azrail - Anioł Śmierci, zabiera duszę człowieka, jeden z czterech najważniejszych aniołów w islamie.