Pieśń fletu (Prolog)

Słuchaj, jak ten flet trzcinowy swą smutną opowieść snuje,
jak on z powodu rozstania skarży się i lamentuje:*
"Od chwili, gdy mnie ucięto, odkąd z sitowia zabrano,
ludzie płaczą zawsze wtedy, gdy moich pieśni słuchają.
Szukam takiej piersi, która jest rozdarta przez rozstanie,
bym mógł zwierzyś się jej z bólu, który miłość mi zadaje.
Każdy, kto od źródła swego jest daleko, tęskni za nim;
pragnie do niego powrócić, drogi szuka nieustannie.
Do każdego już chodziłem, skarżyłem się i płakałem.
To bywałem ze smutnymi, to u szczęśliwych bywałem.
Każdy z nich był przekonany, że druhem moim się staje,
ale nikt tajemnic, które są we mnie nie umiał znaleźć.
Sekret mój nie jest daleko, ukrywa się w moim płaczu,
wzrok i słuch są jednak słabe i go odkryć nie potrafią.
Ciało ukryte przed duszą, ni dusza przed ciałem nie jest,
ale nikt nie widzi duszy, nie ma na to przyzwolenia.
Nie wiatrem, lecz ogniem jest to głośne fletu zawodzenie.
Ten, w kim nie ma tego ognia, niech zapadnie się pod ziemię.
Ogniem miłości jest ogień, który wewnątrz fletu płonie,
wrzeniem miłości jest wrzenie, którym wrze wino czerwone.*
Kto z dala od przyjaciela - flet jest towarzyszem jego,
on swoim głosem rozdziera zasłony serca naszego.
Kto widział truciznę taką jak flet i lekarstwo takie?
Kto widział takiego druha, co tak kochałby i pragnął?
Flet opowiada o drodze, na której we krwi się brodzi,
śpiewa historię Madżnuna, jego miłości szalonej.*
Tylko ten, kto stracił zmysły, może zrozumieć sens tego.
Tak jak język, który uszom swe towary może sprzedać.
W smutku dni nasze minęły, w czarną noc się już zmieniły:
dni nasze z naszą rozpaczą razem po drodze kroczyły.
Chociaż dni nasze minęły, nie szkodzi, bać się nie trzeba,
lecz Ty zostań, gdyż nikogo, kto Tobie dorówna nie ma.
W końcu wodą się nasycą prócz ryb wszyscy bez wyjątku.
Bardzo dłuży się dzień temu, kto bez przerwy chodzi głodny.
Ludzi, którzy już dojrzeli, nie zrozumie niedojrzały.
Dlatego tutaj przerwiemy. Tak jest lepiej. Pokój z wami!".

(I, 1-18)

tłum. albert kwiatkowski

trzcinowy flet - oryg. nej. symbolizuje tęskniącą za Bogiem duszę człowieka. Wielu komentatorów uściśla, że chodzi tu o duszę świętego, człowieka doskonałego (ensan-e komel). Taki człowiek jest przebudzony, wie, skąd pochodzi i dokąd zmierza; to ktoś, kto poznał siebie i dlatego zna również Boga; ktoś, kogo prowadzi boża miłość, kogo przepełnia boże światło, kto poddał się woli Boga, przez kogo działa Bóg. Budzi on innych ze snu i wskazuje im drogę ku życiu wiecznemu. Jest zwieńczeniem cyklu egzystencji, który zaczyna się w Bogu i - przez etapy: mineralny, roślinny, zwierzęcy i ludzki - w Bogu się kończy (Nicholson 2003, t. I, s. 8-10; Schimmel 1993, s. 179, 211-212, 253-254, 327; Zamani 2013, t. I, s. 51-53). Według Azizoddina Nafsiego taki człowiek posiada cztery cechy, które urzeczywistniają się w nim w sposób pełny. Są to: dobre słowa, dobre czyny, dobry charakter oraz wiedza (Sadżdżadi 2004, s. 151).

wino - chodzi o wino miłości bożej, które przynosi upojenie Bogiem, stan zjednoczenia z Nim.

droga, na której we krwi się brodzi - trudna droga miłości. Miłość ma swe źródło w Bogu; z miłości Bóg stworzył świat, który dzięki niej trwa; miłość prowadzi człowieka (kochającego) z powrotem do Boga (Ukochanego).

historia Madżnuna - para kochanków z legendy arabskiej. Legenda ta bardzo silnie zadomowiła się w literaturze perskiej, do której wprowadził ją pod koniec XII wieku Nizami z Gandżi. Qajs i Lejla poznali się w szkole i zakochali się w sobie. Miłość Qajsa była tak silna, że ludzie nazwali go Madżnunem, czyli opętanym przez dżinny. Plotki sprawiły, że ojciec Lejli zabronił im się widywać. Madżnun udał się wtedy na pustynię, gdzie żył wśród dzikich zwierząt. Dowiedziawszy się o śmierci ukochanej, poszedł na jej grób, gdzie umarł w smutku. Dla sufich Madżnun jest uosobieniem idealnego mistyka, szaleńca zakochanego w Bogu (Lejli).

źródło: Dżalaloddin Rumi, Masnawi-je ma'anawi, redakcja, wstęp, przypisy i tłumaczenie wersów arabskich T. Sobhani, Teheran 2003.